czwartek, 29 listopada 2018

Pierwsze kroki w przedszkolu. "Świadoma niepełnosprawność" #5

Pierwsze kroki w przedszkolu

W wieku 3 lat rodzice zdecydowali, że zapiszą mnie do przedszkola. Jak wynika z poprzednich wpisów na blogu, mimo problemów ze wzrokiem, byłam dzieckiem pogodnym oraz otwartym na nowe znajomości. Z relacji rodziców wynika, że nie miałam większych problemów z adaptacją do pobytu w przedszkolu. Od razu nawiązałam nowe znajomości nie tylko z rówieśnikami, ale także z gronem pedagogicznym. W grupie Maluchów spędziłam rok. Z tego, co pamiętam nie lubiłam popołudniowego leżakowania. Panie wówczas rozkładały nam leżanki, przebieraliśmy się w piżamę, którą przynosili nam rodzice specjalnie do przedszkola. Podczas leżakowania dzieci często zasypiały. Ja nigdy nie mogłam zasnąć. Miałam tyle energii i z niecierpliwością czekałam na pobudkę dzieci i powrót do zabawy. Pewnego razu zaproponowałam Pani, że podczas snu dzieci ja będę się cichutko bawić w kąciku. Pani jednak poleciła mi, abym nie traktowała leżakowania jako przymusowej drzemki, ale jako chwilę do odpoczynku, regeneracji albo czas, w którym mogę marzyć o czym tylko chcę. Od tego momentu polubiłam leżakowanie w przedszkolu. Z innych sytuacji, które utkwiły mi w pamięci mogę przytoczyć moment przedszkolnej higieny. Wtedy wszystkie Maluszki udawały się do łazienki w celu mycia ząbków. Na półce były ustawione w rzędach nasze przybory higieniczne. Jako 3-letnie dziecko nie miałam większych kłopotów ze znalezieniem swojego zestawu, którym był pomarańczowy kubeczek. Co więcej często podawałam przybory moim kolegom, którzy stali niedaleko mnie.
W następnych wpisach będziecie mogli poczytać więcej o moich doświadczeniach z późniejszych lat w przedszkolu. 

środa, 21 listopada 2018

Niechciane okulary. „Świadoma niepełnosprawność” #4


Niechciane okulary


W okresie wczesnego  dzieciństwa rodzice udali się ze mną po raz pierwszy do lekarza okulisty. Po obejrzeniu mnie, lekarz stwierdził, że mam drobną wadę wzroku, lewe oko „leci w dół”. Zaordynował okulary, które miały skorygować wadę. Po kilku dniach włożyłam je po raz pierwszy na mój nos. Jako 3-letnie dziecko uznałam, że niewygodnie mi w nich i notorycznie je zdejmowałam. Nie pomogły nawet prośby rodziców, którzy powtarzali, że to dla mojego dobra. Z tego, co pamiętam, okulary nie polepszały mojego widzenia, wręcz przeciwnie, znacznie je pogarszały. Po licznych próbach adaptacji do noszenia okularów oraz namowach rodziców, postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Pewnego dnia włożyłam okulary pod dywan rozłożony w moim pokoju. Mama wchodząc do niego i stając na dywanie przypadkowo zgniotła niechciane okulary. Tym sposobem pozbyłam się problemu i nie musiałam już ich nosić. Wyjaśniłam mamie, że w okularach widziałam znacznie gorzej niż bez nich.