czwartek, 11 kwietnia 2019

Egzaminy gimnazjalne "Świadoma niepełnosprawność" #24

W kwietniu 2009 roku, czyli równe 10 lat temu podeszłam do egzaminów gimnazjalnych. Zdawałam trzy egzaminy pisemne z części humanistycznej, matematyczno-przyrodniczej oraz z języka obcego, w moim przypadku angielskiego.
Z uwagi na to, że jestem osobą z dysfunkcją narządu wzroku mój egzamin wyglądał zupełnie inaczej niż moich kolegów z klasy. 
Zdawałam go z wykorzystaniem specjalistycznego sprzętu komputerowego oraz powiększalnika.
Do dyspozycji miałam salę informatyczną, w której byłam sama z komisją. Towarzyszył mi zgodnie z przepisami nauczyciel wspomagający i miałam wydłużony czas o dodatkowe 50%. 
W praktyce mój egzamin wyglądał tak, że siedziałam przed monitorem komputera, do którego podłączony był powiększalnik. Było to urządzenie dość duże, składało się z platformy, czyli półki, na której położone były karty egzaminu. Do platformy przymocowane były pręty, na których umocowana była kamera z podświetleniem. Dzięki temu, że powiększalnik podłączony był do komputera, na monitorze widziałam powiększony tekst z kart egzaminu. Ponadto nauczyciel wspomagający uprawniony był do przeczytania mi poleceń do zadań oraz wypełniania kart egzaminacyjnych treścią, którą dyktowałam. Nauczyciel nie mógł wpisywać nic na własną rękę. Na sali obecna była komisja składająca się z trzech osób. Egzamin był także nagrywany za pomocą dyktafonu i kamery. 
Muszę przyznać, że egzamin gimnazjalny był dla mnie dużym stresem nie tylko pod kątem intelektualnym, ale przede wszystkim technicznym. Czułam się osaczona przez znaczną ilość specjalistycznych sprzętów, które mnie otaczały. Wiem jednak, że to dzięki nim mogłam zdawać testy gimnazjalne. 
Po kilku tygodniach otrzymałam wyniki, które były dla mnie satysfakcjonujące i pozwoliły mi dostać się do wymarzonego liceum. 

czwartek, 4 kwietnia 2019

Kino czy teatr? "Świadoma niepełnosprawność" #23

W dzisiejszym wpisie postanowiłam przybliżyć Wam różnice pomiędzy odbiorem przeze mnie jako  osobę z dysfunkcją narządu wzroku projekcji kinowej a spektaklu teatralnego. Jeśli chodzi o wizytę w kinie to jest to dla mnie zawsze duża przyjemność. Moja wada nie pozwala na objęcie wzrokiem całego ekranu, ale mogę patrzeć w centralny jego punkt i domyślać się, co jest na jego krańcach. Nie staram się wędrować głową w prawą i lewą stronę ekranu, ponieważ wtedy tracę punkt odniesienia. Zazwyczaj do kina chodzę z moimi bliskimi, którzy służą pomocą kiedy nie widzę dynamicznie rozwijającej się akcji na ekranie. Zawsze starają mi się opowiadać co się dzieję. W kinie bardzo mocno zwracam uwagę na głos, ponieważ większość scen można zrozumieć z kontekstu rozmowy pomiędzy bohaterami. 
Niektóre sieci kinowe oferują filmy z tzw. audiodeskrypcją. Polega ona na tym, że osoba z niej korzystająca dostaje przy wejściu słuchawki, które wkłada do ucha i słucha opisu scen. Niestety nie wszystkie kina oferują takie rozwiązanie. Muszę przyznać, że w moim mieście są jedynie wybrane seanse, podczas których można skorzystać z audiodeskrypcji. Ja nigdy jeszcze w praktyce nie korzystałam z takiej opcji. Zawsze moi bliscy opisują mi sceny, których nie widzę dokładnie. Warto też podkreślić, że najczęściej oglądam w kinie komedie romantyczne, w których sceny nie są bardzo rozbudowane i trudne do interpretacji wzrokowej. Jeśli chodzi o miejsce jakie najczęściej wybieram w kinie to jest to zazwyczaj rząd IV lub V. Nie lubię siedzieć w pierwszych trzech rzędach ani powyżej piątego.
Jeśli chodzi o teatr to sprawa wygląda nieco inaczej. W teatrze scena jest w formie 3D. Nie jest to dla mnie proste, aby objąć wzrokiem całą scenę. W tym przypadku wybieram miejsca w pierwszym rzędzie. W teatrze aktorzy mówią zazwyczaj nie korzystając z mikrofonu i odnoszę wrażenie, że są gorzej słyszani. Ja też mam z tym kłopot, aby dokładnie usłyszeć każde słowo. Podczas wizyty w teatrze podobnie jak w kinie towarzyszą mi bliscy. Również pomagają mi w opisie scen, ale niestety w teatrze moje możliwości percepcji wzrokowej są mniejsze niż  w kinie. Najczęściej podczas spektaklu obowiązuje bezwzględna cisza i audiodeskrypcja prowadzona na żywo może być negatywnie odbierana zwłaszcza w pierwszym rzędzie. Niektóre teatry przeważnie w dużych miastach oferują audiodeskrypcję spektaklu polegającą dokładnie na tym samym co w kinie. Uczestnik spektaklu przy wejściu dostaje słuchawki, w których słyszy na bieżąco informacje na temat tego, co aktualnie dzieje się na scenie. Nigdy nie korzystałam z tej opcji w teatrze.  
Jeśli chodzi o wybór pomiędzy kinem a teatrem to w przypadku mojej wady wzroku wolę kino. Jest to dla mnie bardziej komfortowe, aby oglądać film na dużym ekranie korzystając przy okazji z możliwości opisu scen przez osobę towarzyszącą. Kino odwiedzam znacznie częściej niż teatr.