czwartek, 28 marca 2019

Pływanie "Świadoma niepełnosprawność" #22

W poprzednim wpisie mogliście przeczytać o moich sportowych zmaganiach na szkolnym boisku. Było dużo informacji na temat biegania a dzisiaj przyszedł czas na poruszenie tematu pływania.
Jako dziecko często pływałam z tatą w różnych miejscach podczas naszych wyjazdów wakacyjnych. Moja mama od dziecka nie lubiła pływać i dlatego najczęściej czas w wodzie spędzałam z tatą.
W szkole podstawowej mama zapisała mnie na lekcje pływania, które były realizowane na basenie sportowym. Jeździłam na nie z wybranymi uczniami z mojej klasy tuż po zajęciach szkolnych raz w tygodniu. Bardzo lubiłam tego typu aktywności. Podobnie jak opisywałam bieganie wśród innych rówieśników i sposób, w który ich omijałam, na basenie działała taka sama zasada. Na ogół rozróżniałam osoby po czepkach, które każdy pływający był zobowiązany nosić. Były one zazwyczaj w dość kontrastowych kolorach, które dobrze widziałam na tle wody.
Mimo wady wzroku udawało mi się nauczyć konkretnych stylów pływania. Najbardziej lubiłam kraula, a najmniej żabkę. Na lekcje pływania uczęszczałam przez 2 lata. W pewnym momencie w naszej szkole nie było chętnych na tego typu zajęcia i zostały one anulowane.
Mimo to często odwiedzałam pływalnie. Częściej rekreacyjnie niż podejmując zmagania sportowe. Na zajęcia grupowe z pływania wróciłam na studiach kiedy zamiast klasycznego WF-u na sali gimnastycznej udałyśmy się z koleżankami na basen.
Na ogół na pływalnie prywatnie uczęszczam w godzinach, w których nie ma dużo chętnych. Najczęściej są to godziny przedpołudniowe. Bardzo lubię pływać, ale obiecałam Wam, że napiszę o swoich różnych wariactwach. Otóż pływanie jest świetne, dla mnie bardzo relaksujące, ale nie lubię zapachu chloru, który obecny jest na pływalni. Po 2 godzinach spędzonych w chlorowanej wodzie mimo skorzystania z prysznica nadal moja skóra pachnie chlorem. Kolejnym argumentem, dla którego nie chodzę często na basen jest to, że mam długie włosy i bardzo dużo czasu zajmuję mi ich wysuszenie, które musi zmieścić się w wykupionym zakresie czasowym.
W obecnej sytuacji najczęściej pływam w wakacje na strzeżonych kąpieliskach pod kontrolą moich przyjaciół. Pływanie daje mi dużo radości i odprężenia. Lubię pływać, ale nie na basenie, który jest pełen chloru wżerającego się w skórę.
Myślę, że na moim blogu wiele razy będziecie mogli jeszcze   przeczytać o moich sportowych zmaganiach.

czwartek, 21 marca 2019

Sportowe atrakcje na szkolnym boisku "Świadoma niepełnosprawność" #21

W ramach zajęć z wychowania fizycznego w szkole   podstawowej w okresie wiosenno-letnim często  wychodziliśmy na dwór na szkolne boisko. Wyglądało ono dość dobrze. Murawa, na której znajdowało się boisko do gry w piłkę nożną otoczona była żwirową drogą, służącą jako tor do biegania. Jedno okrążenie liczyło 200 metrów. Na terenie szkoły znajdowała się także "piaskownica" do skoków w dal oraz bieżnia do biegania na 60 metrów. Nieopodal tych obiektów było również asfaltowe boisko do gry w koszykówkę.
W klasach IV - VI WF był lekcją z podziałem na grupę dziewcząt i chłopców. Było to możliwe do przeprowadzenia w murach szkoły, gdzie do dyspozycji mieliśmy aż dwie duże sale gimnastyczne oraz jedną małą. Jeżeli nasi nauczyciele decydowali się, że zabierają swoją klasę na zajęcia na boisku nieuniknione było spotkanie z męską częścią klasy. Chłopcy najczęściej grali na murawie w piłkę nożną. My natomiast zazwyczaj biegałyśmy na różne dystanse. Począwszy od biegu na 200 metrów aż po bieg na 1000 metrów.
Muszę przyznać, że bieganie sprawiało mi dużo frajdy. Mimo wady wzroku dawałam z siebie wszystko. Wówczas na tyle dobrze widziałam, że potrafiłam ominąć osoby biegnące ze mną w jednej kolumnie i nie wpaść na nie. Pamiętam , że w biegu na kilometr nie przekroczyłam czasu 6 minut. Biegnąc czułam się komfortowo, gdyż na torze poza rówieśnikami nie mijałam żadnych przeszkód. Łatwo było mi rozpoznać biegnące obok mnie koleżanki, gdyż podczas lekcji wszystkich  obowiązywał jednolity strój - czarne lub granatowe spodenki oraz biała koszulka. W słoneczne dni biała bluzka zlewała się z otoczeniem, ale ciemne spodenki były już bardziej widoczne. Dzięki temu mogłam swobodnie biegać pomiędzy koleżankami nie obawiając się, że którąś z nich staranuję.
O ile biegi na długie dystanse lubiłam, o tyle nie   przepadałam za krótkimi sprintami na 60 metrów. Miałam poczucie, że zanim wstanę z bieżni mija więcej czasu niż przebiegając cały dystans. Zawsze biegałyśmy we dwie na raz i z tego, co pamiętam w tej konkurencji z reguły przegrywałam.
Kolejną aktywnością na szkolnym boisku był skok w dal. Tego typu ćwiczeń też nie lubiłam. Nie dlatego, że nie umiałam skakać lub, nie widziałam dobrze przestrzeni, ale dlatego, że skacząc w dal do butów nasypywało mi się dużo piasku, który wbijał się w skarpetki i tworzył swoisty peeling dla stóp. Zdecydowanie tego nie lubiłam. Jednak z przyczyn czysto prozaicznych, jak zdobycie oceny pozytywnej ze skoku w dal musiałam przecierpieć tą konkurencję.
Pewnie większość z Was pomyśli, że jestem pedantyczna i nawet piasek w butach mi przeszkadza. Nic bardziej mylnego, nie należę do osób o skłonnościach pedantycznych, ale jak każdy z nas mam swoje wariactwa, które mi przeszkadzają w swobodnym wykonywaniu pewnych sportów. Więcej o tym będziecie mogli przeczytać już za tydzień w kolejnym wpisie.

czwartek, 14 marca 2019

Matematyka w trójwymiarze "Świadoma niepełnosprawność" #20

Matematyka jest uznawana za jeden z trudniejszych przedmiotów szkolnych. Dla mnie również kryła wiele tajemnic, których nie potrafię poznać do dziś.
W szkole podstawowej oraz gimnazjum mieliśmy tą samą Panią uczącą matematyki. Był to bardzo dobry nauczyciel, wymagający, konsekwentny oraz sprawiedliwy. Lekcje matematyki wyglądały tak, że pani prezentowała nowy materiał na tablicy oraz podawała kilka przykładów. Uczniom z niepełnosprawnością towarzyszył nauczyciel wspomagający. Pomagał on w zapisywaniu notatek z tablicy. Jego rolą było głównie dyktowanie treści zawartych na tablicy a czasami jeżeli ich nie rozumiałam, nauczyciel tłumaczył mi je ponownie. Notatki prowadziłam w zeszycie A4 pisząc grubym flamastrem.
Nie miałam większych kłopotów z wykonywaniem obliczeń i równań. Wyzwaniem dla mnie była geometria, która wymagała wyobraźni przestrzennej. Na to też znalazłyśmy z Panią sposób. W sali szkolnej do dyspozycji mieliśmy gotowe modele figur przestrzennych, takich jak: sześcian, stożek, czy walec. Na modelach zaznaczone były także przekątne, które dzieliły figury najczęściej na trójkąty. Dzięki temu, że mogłam się na żywo poprzyglądać jak wyglądają dane figury, nie miałam problemu, aby rozwiązywać zadania oraz obliczenia związane z geometrią przestrzenną. Z moich doświadczeń wynika, że osoby z dysfunkcją narządu wzroku mogą sobie dobrze radzić z wykonywaniem obliczeń matematycznych, jeżeli tylko otrzymają potrzebne wskazówki. Myślę, że w nauczaniu osób z dysfunkcją narządu wzroku ważne są pomoce naukowe oparte na eksploracji dotykiem.

czwartek, 7 marca 2019

Braille "Świadoma niepełnosprawność" #19

Braille to specjalny system wypukłych znaków, który umożliwia osobom niewidomym czytanie i pisanie. Naukę Braille'a rozpoczęłam w VI klasie szkoły podstawowej. Osobą prowadzącą te zajęcia była Pani tyflopedagog zatrudniona w naszej szkole. Poza mną Pani pracowała także z trójką starszych niewidomych uczniów z mojej szkoły. 
Na zajęcia z Braille'a uczęszczałam w ramach lekcji wychowania fizycznego oraz informatyki. Uczyłam się alfabetu oraz podstawowych znaków interpunkcyjnych i cyfr. Aby posługiwać się wypukłym pismem należy posiadać specjalny sprzęt do tego przystosowany, np. maszynę brailowską . 
Na początku korzystałam z maszyny szkolnej, ale z biegiem czasu moi rodzice zdecydowali o kupnie mojej własnej maszyny. Co ciekawe korzystam z niej do dziś. 
Rozpoczynając zajęcia ważne było odpowiednie przygotowanie dłoni. Często rozgrzewałam opuszki palców pod ciepłą bieżącą wodą oraz masowałam je. Mimo, że jestem osobą praworęczną, czytając w Braille'u korzystałam z palców lewej ręki. Z biegiem czasu coraz płynniej czytałam książki w Braille'u oraz pisałam na maszynie. 
Z racji tego, iż mój wzrok pozwalał jeszcze na pisanie samodzielne z wykorzystaniem zeszytów A4 oraz flamastrów podczas lekcji nie korzystałam z technik brailowskich. W momencie ukończenia zajęć z tyflopedagogiem przerwałam trenowanie Braille'a. W szkole średniej radziłam sobie podobnie jak w gimnazjum podczas lekcji. 
Sporadycznie, aby nie zapomnieć alfabetu czytywałam książkę w Braille'u, którą posiadam w domu. 
Do dziś korzystam z tej techniki, ponieważ posiadam specjalne urządzenie, które nosi nazwę etykietownica lub metkownica brailowska i służy do oznaczania ważnych produktów lub dokumentów. W praktyce urządzenie posiada samoprzylepną taśmę, na której można wybijać literki brailowskie i w wyniku tego przygotowywać dowolne etykiety np. na teczki z dokumentami. Niektóre leki posiadają oznaczenia w Braille'u i dzięki temu nie trzeba ich oznakowywać samodzielnie. 
Myślę, że Braille jest bardzo przydatną techniką czytania i pisania nawet dla osób posiadających resztki wzroku, ponieważ dzięki niemu można w doskonały sposób kompensować sobie trudności z czytaniem czarnodruku. Polski Związek Niewidomych oferuje czasopisma oraz gazety codzienne w Braille'u. Dzięki temu można być na bieżąco z informacjami publikowanymi w znanych tytułach. Ja preferuje jednak nowoczesne techniki pozyskiwania wiadomości takie jak portale Internetowe. 
Na temat Braill'ae mogłabym się jeszcze długo 
wypowiadać, ale myślę, że to zagadnienie będzie poruszane wielokrotnie na moim blogu.