czwartek, 21 marca 2019

Sportowe atrakcje na szkolnym boisku "Świadoma niepełnosprawność" #21

W ramach zajęć z wychowania fizycznego w szkole   podstawowej w okresie wiosenno-letnim często  wychodziliśmy na dwór na szkolne boisko. Wyglądało ono dość dobrze. Murawa, na której znajdowało się boisko do gry w piłkę nożną otoczona była żwirową drogą, służącą jako tor do biegania. Jedno okrążenie liczyło 200 metrów. Na terenie szkoły znajdowała się także "piaskownica" do skoków w dal oraz bieżnia do biegania na 60 metrów. Nieopodal tych obiektów było również asfaltowe boisko do gry w koszykówkę.
W klasach IV - VI WF był lekcją z podziałem na grupę dziewcząt i chłopców. Było to możliwe do przeprowadzenia w murach szkoły, gdzie do dyspozycji mieliśmy aż dwie duże sale gimnastyczne oraz jedną małą. Jeżeli nasi nauczyciele decydowali się, że zabierają swoją klasę na zajęcia na boisku nieuniknione było spotkanie z męską częścią klasy. Chłopcy najczęściej grali na murawie w piłkę nożną. My natomiast zazwyczaj biegałyśmy na różne dystanse. Począwszy od biegu na 200 metrów aż po bieg na 1000 metrów.
Muszę przyznać, że bieganie sprawiało mi dużo frajdy. Mimo wady wzroku dawałam z siebie wszystko. Wówczas na tyle dobrze widziałam, że potrafiłam ominąć osoby biegnące ze mną w jednej kolumnie i nie wpaść na nie. Pamiętam , że w biegu na kilometr nie przekroczyłam czasu 6 minut. Biegnąc czułam się komfortowo, gdyż na torze poza rówieśnikami nie mijałam żadnych przeszkód. Łatwo było mi rozpoznać biegnące obok mnie koleżanki, gdyż podczas lekcji wszystkich  obowiązywał jednolity strój - czarne lub granatowe spodenki oraz biała koszulka. W słoneczne dni biała bluzka zlewała się z otoczeniem, ale ciemne spodenki były już bardziej widoczne. Dzięki temu mogłam swobodnie biegać pomiędzy koleżankami nie obawiając się, że którąś z nich staranuję.
O ile biegi na długie dystanse lubiłam, o tyle nie   przepadałam za krótkimi sprintami na 60 metrów. Miałam poczucie, że zanim wstanę z bieżni mija więcej czasu niż przebiegając cały dystans. Zawsze biegałyśmy we dwie na raz i z tego, co pamiętam w tej konkurencji z reguły przegrywałam.
Kolejną aktywnością na szkolnym boisku był skok w dal. Tego typu ćwiczeń też nie lubiłam. Nie dlatego, że nie umiałam skakać lub, nie widziałam dobrze przestrzeni, ale dlatego, że skacząc w dal do butów nasypywało mi się dużo piasku, który wbijał się w skarpetki i tworzył swoisty peeling dla stóp. Zdecydowanie tego nie lubiłam. Jednak z przyczyn czysto prozaicznych, jak zdobycie oceny pozytywnej ze skoku w dal musiałam przecierpieć tą konkurencję.
Pewnie większość z Was pomyśli, że jestem pedantyczna i nawet piasek w butach mi przeszkadza. Nic bardziej mylnego, nie należę do osób o skłonnościach pedantycznych, ale jak każdy z nas mam swoje wariactwa, które mi przeszkadzają w swobodnym wykonywaniu pewnych sportów. Więcej o tym będziecie mogli przeczytać już za tydzień w kolejnym wpisie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz