czwartek, 21 lutego 2019

Jak "czytałam" książki? "Świadoma niepełnosprawność" #17

Czy czasem zastanawiacie się, w jaki sposób czytają książki osoby z dysfunkcją narządu wzroku? Na myśl przychodzą Wam pewnie audiobooki i słusznie. W dobie Internetu oraz rozwijającej się technologii cyfrowej dostęp do nagranego materiału z książki czy czasopisma nie jest trudny. Okres mojej nauki szkolnej przypadał na pierwsze lata nowego tysiąclecia. Wówczas dostępność audiobooków nie była ograniczona, ale były one w nieco innej formie niż obecnie.
Czytanie lektur dla mnie nie stanowiło większych trudności, ponieważ w moim mieście dostępna była filia Biblioteki Miejskiej posiadająca książki w formie nagrań. Na początku mojej drogi edukacyjnej korzystałam z nagrań na kasetach magnetofonowych, rzadziej z materiałów głosowych zapisanych na płytach CD. W związku z tym, że kasety miały określoną długość ścieżki a lektury nierzadko były długie, to po wizycie w bibliotece wędrowałam do domu z kilkoma pudełkami z kasetami. Następnie odtwarzałam je na magnetofonie. Bardzo lubiłam słuchać w ten sposób lektur, gdyż mogłam swobodnie wsłuchać się w miły i spokojny głos lektora i wizualizować sobie opisywane w książce sceny. Z czasem kasety magnetofonowe zamieniłam na płyty CD. Słuchałam ich na disk menie. Było to znacznie wygodniejsze niż korzystanie z magnetofonu. Gdy objętość lektury przekraczała 600 stron, aby zaoszczędzić czas w trakcie trwania roku szkolnego zdarzało mi się czytać tego typu książki w wakacje. Tak, wiem, że spora część z Was pomyśli, "... co za kujon!", ale opłacało się! Jedną z lektur, na którą poświęciłam część moich wakacji była "Lalka" Bolesława Prusa. Dokładnie liczyła ona 629 stron w druku  a przesłuchanie jej zajęło mi całe dwa miesiące po dwie godziny dziennie. Z perspektywy czasu cieszę się, że poświęciłam swoje wakacje, gdyż "lalka" była jedną z lektur na maturze, którą zdawałam z języka polskiego. Muszę przyznać, że jestem usatysfakcjonowana z wyniku matury. 
Jak widać na moim przykładzie warto czytać lektury. Może się wydawać, że są czasami niezbyt ciekawe i pozbawione dynamicznej akcji, ale potraktujmy je jako środek do osiągnięcia wyższych celów. Dzięki pozytywnemu wynikowi z matury mogłam dalej się rozwijać i pójść na studia. 
Muszę Wam przyznać, że przeczytałam prawie wszystkie szkolne lektury oprócz... "Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej. Mimo mojego szacunku do autorów książek w tym przypadku nie mogłam przebrnąć przez barwne i monotonne opisy przyrody. Po kilku latach próbowałam podejść do tej książki jeszcze raz, ale znów się nie udało. Jednym z moich ulubionych tytułów jest "Pan Wołodyjowski" Henryka Sienkiewicza. Pamiętam, że ta książka nie mieściła się w kanonie lektur, ale z przyjemnością przeczytałam ostatnią część Trylogii w ramach poszerzenia swojej wiedzy na temat dalszych losów bohaterów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz