W klasie pierwszej, gdy poznaliśmy już wszystkie literki nadszedł czas na ich utrwalenie poprzez czytanie krótkich tekstów. Do nauki czytania służyły nam podręczniki szkolne. Moja klasa korzystała z książek o tytule: "Wesoła szkoła". Zestaw składał się z czterech części na jesień, zimę, wiosnę i lato. W każdym podręczniku zawarte były informacje na temat konkretnej pory roku. We wrześniu uczyliśmy się o wrzosach, w październiku o kasztanach, w styczniu o przebiśniegach, a w maju o bzie i konwaliach. Podręczniki były bardzo ciekawe i dobrze zilustrowane. Jako dziecko miałam jeszcze na tyle dobry wzrok, że potrafiłam (prawie wsadzając nos w książkę) przeczytać wierszyk. Oczywiście czcionka w książeczce była powiększona. Teraz mogę ocenić jej wielkość na około 20 punktów.
Pewnego dnia Pani oznajmiła, że za kilka dni będzie nas prosiła o przeczytanie na ocenę wierszyka Jana Brzechwy pt.: "Na straganie". Pamiętam, że bardzo skrupulatnie przyłożyłam się do tego zadania. Co wieczór czytałam wierszyk, aby pozytywnie wypaść w klasie. Po kilku dniach nie miałam problemu z czytaniem wiersza, bo znałam go już na pamięć. Podczas odpytywania w klasie otrzymałam najwyższą ocenę. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że w klasie pierwszej nie mieliśmy ocen w skali od 1 do 6, ale słowne oceny, takie jak: "wspaniale", "bardzo ładnie", "dobrze", "poćwicz". Oceny słowne mogły odpowiadać standardom cyfr kolejno od 5 do 2.
Pamiętam, że jako dziecko byłam bardzo chłonna wiedzy i chętnie się uczyłam, ale nie zawsze byłam zdobywcą najwyższych ocen. O mojej największej wpadce będziecie mogli przeczytać w jednym z kolejnych wpisów.
Dla zainteresowanych poniżej umieszczę link do wiersza , o którym mowa we wpisie:
https://www.youtube.com/watch?v=2t-cslxPlV8
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz