Po rocznej przerwie w edukacji przyszedł czas na pójście do zerówki. Wybór szkoły w odniesieniu do mojej niepełnosprawności nie był prosty.W celu uzyskania niezbędnej dokumentacji potrzebna była konsultacja w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Mama udała się do niej. Panie zasugerowały, aby posłać mnie do Szkoły dla osób niewidomych i słabowidzących w Laskach niedaleko Warszawy. Krok ten wymagałby jednak zamieszkania w internacie, ponieważ nasze miejsce zamieszkania mieści się ponad 100 km od Warszawy. Perspektywa posłania mnie na kilka lat do szkoły na drugim krańcu województwa przeraziła moją mamę. Mimo wszystko chciała abym miała godne warunki nauki oraz dostosowanie metod do moich możliwości i potrzeb, dlatego też postanowiła szukać dalej szkoły dla mnie. Szczęśliwie okazało się, że w miejscu mojego zamieszkania znajduje się szkoła integracyjna, która umożliwia naukę uczniom z niepełnosprawnościami.Po przejściu rekrutacji, dostałam się do szkoły.
Nie był to dla mnie stresujący czas, ponieważ po rocznym wypoczynku w domu nie mogłam się doczekać pierwszego dnia w szkole. Etap ten traktowałam jako kolejną fantastyczną przygodę. Z tego, co pamiętam w pierwszych dniach nowego roku szkolnego moi rówieśnicy z zerówki miewali problemy z adaptacją do nowej sytuacji a co za tym szło byli rozdrażnieni, płaczliwi oraz z trudem rozstawali się z rodzicami. Ze mną było zupełnie inaczej, od pierwszych chwil w szkole czułam, że jest to bardzo niezwykłe miejsce, w którym będę mogła dowiedzieć się ciekawych rzeczy. Moja postawa mogła wynikać z tego, że już wcześniej uczęszczałam do przedszkola i byłam oswojona z brakiem obecności rodziców przez kilka godzin dziennie.
Pierwsze dni w zerówce wspominam mile. Często siedzieliśmy całą klasą w kółeczku bawiąc się np. w "chodzi lisek koło drogi" lub "mam chusteczkę haftowaną". W sali umieszczone były niewysokie stoliki dla 4 osób oraz krzesełka. Każdy posiadał także swoje miejsce w szafkach, z którymi wiąże się ciekawa opowiastka. Jedną z metod wychowawczych w zerówce była metoda wzmocnień pozytywnych i negatywnych. Dzieci na swoich szafkach przyklejały wręczane przez Panią kolorowe buźki. Za pozytywne zachowanie otrzymywały żółte, za nieco gorsze czerwone, natomiast czarna buźka była symbolem naprawdę niepokornego zachowania wymagającego natychmiastowej poprawy. W sali mieliśmy także kącik doświadczeń, gdzie obserwowaliśmy jak wzrasta zasiana przez nas rzeżucha oraz co dzieje się z zakiszonymi w słoiku ogórkami. Oprócz eksperymentów i zabaw odbywały się również zajęcia z języka angielskiego, religii oraz z gimnastyki. Moim zdaniem nie miałam większych kłopotów z nauką, ponieważ jak pamiętacie przed pójściem do szkoły znałam już literki.
Jeśli chodzi o radzenie sobie z wypełnianiem ćwiczeń w podręcznikach również nie było problemu, ponieważ była druga Pani, która pomagała dzieciom z niepełnosprawnością w czynnościach, z którymi sobie nie radziły, poza tym moja mama starała się powiększać mi w punkcie ksero książki z formatu strony A4 do A3. Dzięki temu literki i obrazki umieszczone w książkach były dla mnie bardziej widoczne.
Pierwszy rok w szkole minął i rozpoczęłam naukę w klasach I-III. Więcej o tym będziecie mogli przeczytać w kolejnym wpisie, na który już teraz serdecznie zapraszam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz