poniedziałek, 3 grudnia 2018

Przedszkolne przygody "Świadoma niepełnosprawność" #6

Przedszkolne przygody


W poprzednim wpisie mogliście przeczytać o moich doświadczeniach z pierwszego roku w przedszkolu. Z grupy Maluchów w kolejnym roku trafiłam do grona "Średniaków". Tam również spędziłam rok. W tym czasie miałam okazję kontynuować wcześniej nawiązane relacje z rówieśnikami. Naszym głównym zajęciem w przedszkolu była zabawa. Mieliśmy do dyspozycji także stoliki z krzesełkami. W grupie "Średniaków"nie było już leżakowania. W pierwszych dniach w nowej grupie Panie postanowiły spersonalizować krzesełka tak, aby każde dziecko wiedziało gdzie powinno usiąść. Ponieważ krzesełka miały różną wysokość Panie zmierzyły nas i dobrały nam odpowiednie siedzisko. Elementem personalizacji były naklejki zwierząt, wielkości zdjęcia dowodowego, które przyklejone zostały na oparcie krzesła. Moje krzesło miało naklejkę w postaci kangurka. Zaskakujący może być fakt, że w tamtym okresie nie miałam problemu z rozpoznaniem naklejek z poszczególnych krzeseł. Co prawda musiałam podejść na odległość minimum 50 cm, aby dokładnie rozszyfrować ilustrację. Nie  miałam także kłopotów z rozpoznawaniem z bliska twarzy moich kolegów. Bawiłam się jak przeciętne dziecko w wieku 4 lat. Jedynie w sytuacji, kiedy wychodziliśmy z Paniami na plac zabaw na dwór nie czułam się zbyt komfortowo. Wówczas dzieci biegały pomiędzy drabinkami i huśtawkami, a ja bałam się biegać po nieznanym terenie. Zawsze wybierałam huśtawki, na których mogłam się w miarę bezpiecznie czuć. Nie lubiłam wdrapywać się na wysokie miejsca, takie jak drabinki. Najbardziej komfortowo czułam się jednak w zamkniętych pomieszczeniach, których rozkład znałam dobrze. Podczas wędrówek po przedszkolnych korytarzach widywałam dzieci z grupy "Starszaków". Były to osoby różniące się od nas wzrostem. Czasem zaglądałam do ich sali i z przerażeniem stwierdzałam, że nie chciałabym opuszczać mojej średniackiej grupy. Z tamtego okresu pamiętam jeszcze jedną humorystyczną historię. W pewien zimowy styczniowy dzień z okazji moich urodzin przyniosłam do przedszkola cukierki. Mama zapakowała je w ozdobną papierową torbę. Po obiedzie wyciągnęłam cukierki z torby i poczęstowałam najpierw Panie a potem dzieci. Później Panie poprosiły, abym oddała im torbę z cukierkami. Z tego, co pamiętam byłam oburzona, że Panie "ukradły" mi cukierki. Gdy mama przyszła po mnie do przedszkola, nie omieszkałam ją powiadomić o rzekomej kradzieży. Panie oczywiście przy wyjściu zwróciły mi cukierki, ale mój gniew nie ustał. Po powrocie do domu mama wyjaśniła mi, że w przedszkolu jest taka zasada, że dzieci nie mogą same spożywać słodyczy, bez kontroli Pań, dlatego musiałam oddać na przechowanie swoje cukierki.
 Tym humorystycznym akcentem zapraszam Was do lektury następnego wpisu, także o tematyce przedszkolnej.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz